Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadu-Gadu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadu-Gadu. Pokaż wszystkie posty

24.11.09

Tłumaczone w zagubieniu

Kompetencje translatorskie

"Tłumacz może sobie pohukiwać w kierunku lasu."

Tłumaczymy ze staroangielskiego jakieś zdanie o królach i łodziach.
- Trzej sługowie...
- ...przychodzą do króla Alfreda...
- ...na coroczną kąpiel.

"Das ist pfui! To znaczy: to nie jest interesujące."

Dalej królowie i łodzie. Kolega ma przetłumaczyć coś ze staroangielskiego. Na angielski, nie na polski.
Kolega tłumaczy: Jako i rzekł, tako i podzielił między ich.

Przed prawniczym niemieckim. Kuba przepisuje, Przemek już przepisał i się nudzi.
Przemek do Kuby: Przepisujesz!!! Uważasz, że nie masz kompetencji translatorskich do zrobienia tego ćwiczenia?!


Poezja słowna

"Czasami robią z tego SYNGLE... A czasami wyrzucają jakieś elementy. Na przykład wyrzucają N. I wtedy robią z tego SYGLE."

"Jeśli chodzi o słowną poezję, to mogą państwo pisać tu różne rzeczy."

"Jakby ktoś chciał zasmakować mojej poezji, to na końcu podręcznika są przepisy na różne drinki alkoholowe."

"Leżeliśmy w sianie i spaliśmy pięknie, tylko mrówki nas gryzą. A państwo ciągle gadają! Tak, bo państwo nie mają problemu z wykładem, tylko ze swoim życiem. Jedna strona kocha, druga nie kocha, i co robić?"


Przyroda ożywiona

"Po osiem osób jest, żab to znaczy, przepraszam."

Ktoś: Czy w tych fricatives nie powinno być jeszcze "Ż"?
Przemek: Ż jak żaba.

"Nie wiem czy państwu jest ciepło czy zimno. Nie wiem czy państwo będą kumkać, czy nie."

"Jeżeli ktoś lata, to jest dla nas bardziej typowym ptakiem."

"Mól! Państwo wiedzą co to jest mól? Czasem zjawia się w mieszkaniu i gryzie piękne kobiety. Suknie im gryzie!"


Anatomia człowieka

"Czasami komuś może powinąć się noga. Ja tym osobom podaję rękę."

"Kiedy patrzę na państwa, jestem głęboko przekonany, że mają państwo plecy."

Na ławce w sali od gramatyki niemieckiej jest napisane: "Dupień".


Ogólna wiedza o świecie

"Najważniejsze są baby, bo bez nich nie byłoby babiego lata. Byłoby chłopskie albo małpie. Wszystko zaczęło się od baby."

- Są sklepy z tendencją do puszczania jakiejś rąbanki...
- Np. mięsne.

"Możemy mieć taki stół bilardowy, że jak wbijemy bilę, to ona mówi: ale ja nie chcę! I nie wpada. To jest bila z wolną wolą."

- Jak się nazywa woda gazowana, ale nie mineralna? Taka z kranu?
- Źródlana?

"Trochę owcą zajeżdża, może to z koziego sera mleko?"

9.9.09

Mama, komputer i kupowanie mebli

Miałam tego tu nie wklejać, ale skoro już weszło na pewną stronę główną...

Kontemplujemy z mamą przez Skype wybór mebli do mojego nowego mieszkania.
Ja: Wysłałam ci linka do tej wersalki.
Mama: To to niebieskie? Mam to nacisnąć? I się otworzy?
Ja: Tak.
Mama: Pięć tysięcy razy to nacisnęłam i się nie otwiera.
Ja: Poczekaj chwilę, a zaraz pięć tysięcy razy się otworzy.
Mama: A, faktycznie.

Mama: I co ja mam teraz kliknąć?
Ja: Nie wiem co masz na ekranie.
Mama: To ja mam wiedzieć?!
Ja: Dobra... Opowiedz, co masz na ekranie, to ci powiem, co masz kliknąć.
Mama: Wersalkę mam na ekranie.

Mama: Dobra, teraz ten drugi. Profilaktycznie kliknę tylko raz.

Mama: Tapczan "kiss". To tak jakby skisł... O, tapczan "kanapa fortepian"! Dlaczego fortepian? Bez sensu jest ten tapczan.

Ja: Otworzyłaś ten regał "kratka"?
Mama: O Boże, ten regał to jak do piwnicy na słoiki. A ten następny? No tak, całkiem do piwnicy. Na ogórki.
Ja: Wszystko mi jedno jaki będzie regał, byleby nie miał zabudowanej z tyłu ściany. Żeby było widać, że ściana jest ładna i czerwona.
Mama: I wszystko, co na nim postawisz, będzie odciskało swoje piętno na twojej pięknej czerwonej ścianie.
Ja: Ona i tak jest do malowania. I tak jej nie będę malować, bo i tak kiedyś trzeba będzie ją pomalować.

A regał na ogórki wygląda tak.

15.6.09

Gwóźdź

A jednak nie wytrzymałam blogowej abstynencji. Wszystko przez Calendulę i forum Gazety.pl.

Ja: właśnie czytam jaka jest najseksowniejsza część ciała mężczyzny
Calendula: pokaż!
Ja: "z myślącym mózgiem to już ideał. Tak, tak - mózg obowiązkowo musi być. I jeszcze jakby miał wszystkie zęby (zadbane) to już coś"
Ja: wyobrażasz sobie ten mózg z zębami?
Ja: albo: "duże owłosione uszy"
Ja: "Pęcherzyk żółciowy- musi być odpowiedniego kształtu i wielkości. Jak jest nieładny, to facet odpada w przedbiegach. "
Calendula: dobre kryterium
Ja: "mózg! Dorodne, obficie pofałdowane półkule "
Calendula: iii tam. To może być zwodnicze
Calendula: lepiej pęcherzyk albo nerki
Calendula: jak ma zdrowe nerki to można przynajmniej sprzedać i zarobić
Ja: a jutro spotkam się z Y.
(Tu opowiadam, jakie liczne przymioty ma Y. i co czyni go tak niezwykle atrakcyjnym.)
Calendula: a co z pęcherzykiem żółciowym?
Ja: na pewno ma duży owłosiony pęcherzyk żółciowy w uchu
Calendula: i pofałdowany.

(...)

Ja: a wiesz ze jak wpisałam w google "mózg z zębami"
Ja: to mi wyszło jako pierwsze zdanie:
Ja: "gwoździem w mózg. myjmy zęby"

5.5.09

Lingwistyka zastosowana

Pochwalę się, a co! Miałam wspaniały tydzień i jeszcze lepszą majówkę. Pewien bardzo miły doktorant historii zabrał mnie do opuszczonej rosyjskiej bazy wojskowej w lesie, w górach, a przez pół następnego dnia zdmuchiwałyśmy z Anną dmuchawce na łące. Kiedy o pierwszej w nocy znalazłyśmy się na dworcu w jakimś Fischleben, ja grając na drumli przeżywałam niezwykle intensywne deja vu... Ale miło przytulać się do kogoś, nawet jeśli jedynym powodem jest zimno. :)

Poza tym tydzień obfitował w cytaty, które niezmiernie wzruszyły me serce, m.in.:

Zagadka
Prof. N.: Państwo nie wiedzą, czy jestem nieśmiały, czy śmiały, państwo mogą się tylko domyślać…

Połączmy nasze moce
Chisato, Irina i ja siedzimy razem na Varieties of English around the world. Prof. mówi, że jeśli komuś się nie podoba, że są do wyboru tylko prezentacje o amerykańskim i brytyjskim angielskim, to może zrobić o jakimś innym.
Irina: Zróbmy prezentację o japońskim, polskim i ukraińskim angielskim w Niemczech.

Szafa gra
Na szwedzkim, po szwedzku.
H., czyli nauczyciel, do F.: Umiesz grać w piłkę?
F: Mam buty.
H: A gdzie masz te buty?
F: W szafie.

Fischleben
(Kto mi przetłumaczy ten dialog na polski, dostanie pietruszkę z kokardką.)
Prof. R. zauważył, że w sali znajduje się woda do moczenia gąbki.
Prof. R.: Ooo, es gibt Wasser hier!
Ktoś: Trinkbares?
Prof. R.: Fischbares.

28.2.09

Szympans w bańce

Sesjoferie trwają w najlepsze. Pogrążona w stosie ksiąg z Entwicklung w tytule, od czasu do czasu rozmawiam z Zotykiem, przyszłym elektronikiem. To znaczy przeważnie narzekam.

Ja: Nie zgadniesz, co teraz robię.
Zotyk: Poza narzekaniem? Nie mam pojęcia.
Ja: Puszczam bańki.
Zotyk: Bańki? Mydlane? Takie jak puszczają małe dzieci i potem je gonią?
Ja: Tak, i potem je gonię.
Ja: Jak dobrze być dorosłym. Gdybym była dzieckiem, nigdy by mi nie pozwolili puszczać baniek w pokoju.
Zotyk: Jak pięknie w prostych słowach ujęłaś odwieczny problem ludzkości: gdzie jest granica miedzy dzieciństwem a dorosłością?
- - -

Ja: Tak się zawzięcie uczę psychologii rozwoju, że aż mi się śniło, że miałam dziecko.
Ja: Może teraz mi się przyśni, że mam szympansa, bo ciągle trafiam na badania z udziałem szympansów.
Zotyk: A ja od dwóch dni chodzę na uczelnię słuchając tylko instrukcji BHP, a zajęcia uporczywie nie chcą się zacząć.
Ja: BHP jest ważne! Tyle się słyszy o tych wszystkich przypadkach niemytych elektroników wkładających palce do kontaktu, a wy to lekceważycie.
- - -

Ja: A opowiadałam Ci, że kiedyś prof. Silbereisen skakał po stołach i udawał, że jest elipsą?
Zotyk: Czemu elipsą?
Ja: Bo było badanie o małej elipsie i dużej elipsie i prof. udawał dużą elipsę, a jeden kolega małą. Kolega ukląkł i powiedział: lalala, jestem elipsą, a prof. wskoczył na stół.
Zotyk: Ale czemu elipsa? Co ma człowiek na stole do figury geometrycznej opisanej prostym wzorem?
Ja: Bo te elipsy w badaniu jeździły po schodach.
Ja: Jakbyś zobaczył profa na stole, to byś wiedział, jak jeździły. (Prof., ponieważ nie jest elipsą, nie mógł jeździć, więc musiał skakać.)
Zotyk: OK, wierzę Ci na słowo.
Ja: Dziękuję, dowiarku.
Zotyk: Po prostu zaakceptowałem juz konstrukcję świata - nie da się pewnych rzeczy zrozumieć i koniec, a jedną z tych rzeczy pozostanie dla mnie psychologia.
- - -

Morał:
Trzeba się rozwijać, a nie zwijać.

14.2.09

Ze szwedzkim akcentem mi powie

Taką walentynkę dostałam od siostry. Z przodu był miś w samolocie, na którym narysowała szwedzką flagę, to znaczy na tym samolocie. Misia oszczędziła.

Sama wysłałam tylko jedną, o takiej treści:

(tu następuje znak "mniejsze od 3")
Ta walentynka jest głupia jak dwunożny stołek,
jak noga Pieroga, jak zbożowy wołek.
To serce wygląda jak dupa, albo grzbiet od bułki,
lecz jest czułe jak czujnik, lub jak wołka czułki.

Tymczasem spieszę się na randkę z wielką księgą prof.Boltena na temat Interkulturelle Wirtschaftskommunikation. Spędzimy razem upojny redbullem walentynkowy wieczór.

Dopisane 15.02:
Marika: (znak "mniejsze od 3") czy to jest bułka Boltena?
Ja: Nie znam takiego konstruktu jak Bułka Boltena.
Ja: Ale to by było ciekawe, otworzysz np. skrzynkę Schrödingera, spodziewasz się tam żywego lub martwego kota, a tu niespodzianka, bo w środku masz Bułkę Boltena
Ja: i możesz ją sobie zjeść albo nie zjeść, oto jest pytanie.
Marika: ...która została podrzucona przez sfrustrowanego egzystencjonalistę, przerażonego upartą i niezmienną obecnością Bułki Boltena. Mimo dzielenia, kruszenia, trawienia, ona wciąż tam jest, a skrzynce Schrödingera nie jest wręcz niezmiennie niewiadoma.
Marika: A kota ktoś już zjadł.
Marika: Bo kot jest smaczny i pożywny, w przeciwieństwie do Bułki Boltena, którego konsumpcja to droga przez mąkę.

30.1.09

Syndrom studenta

Siostra: Kupisz mi wzmacniacz?
Ja: A może ci kupię osłabiacz?
Siostra: Noo, są takie tłumiki do skrzypiec, żeby sobie założyć na przykład jak się gra w hotelu... albo w akademiku...
Siostra: A w samocho
dzie to od czego jest tłumik?
Ja: Od rury wydechowej...

Później rozmawiałyśmy jeszcze o Siódmiaku na czworakach i małej zielonej koparce na zboczu góry. Jak widać na załączonym obrazku, mam sesję:


Porównaj najlepsze i najpiękniejsze.

15.1.09

Kochanie, robię pranie

W naszym bloku jest pralka na żetony (Waschmarken). Sprzedaje je Hausmeister na swoich dyżurach o barbarzyńskich godzinach porannych. Oto scenka z dzisiejszego poranka.

- Bla bla bla bla bla? - uprzejmie zapytał Hausmeister w dialekcie.
- Ja - odpowiedziałam z przekonaniem.
Podążyliśmy więc do jego kanciapy.
- Bla bla bla bla Waschmarken?
- Tak, poproszę dwie - powiedziałam, zastanawiając się, co jest gorsze: moja wymowa czy moja gramatyka.
- Bla bla bla bla, zwei Waschmarken und bla bla bla, ge? - Podał mi zeszyt do wpisania się. - Bla bla bla Adresse?

I wtedy po raz pierwszy w życiu udało mi się zapomnieć swojego adresu. Bla bla bla, Frau P.

26.11.08

Kuchnia polska

Nie dość, że sopran i kucharka, to jeszcze patriotka. Postanowiłam bowiem wziąć aktywny udział w Erasmus-Kochwettbewerb, czyli międzynarodowych zawodach kulinarnych dla Erasmusów. Jednak biorąc pod uwagę mój wybitny talent kulinarny, zdecydowałam się zapytać o radę najbardziej mistrzowskiego mistrza kuchennego spośród moich znajomych. Mistrzu Piotrze, co to jest kuchnia polska?

Piotr Harmonista: Lorneta z meduzą?

Ja: Co to jest?
Piotr Harmonista: Mięso zastąpisz soją.
Piotr Harmonista: Nóżki w galarecie + 2 kieliszki wódki.
Ja: A coś co nie wygląda obrzydliwie i nie przypomina mięsa?
Piotr Harmonista: Flaczki warzywne?
Ja: Nie chcę mięs warzywnych...
Piotr Harmonista: Naleśniki mają imitować pokrojone żołądki...

Piotr Harmonista: Ziemniaki z wody?
Piotr Harmonista: Są też bulwy z wody.
Piotr Harmonista: A może budyń? Np. z kalafiorów.
Ja: Budyń z kalafiorów jeszcze mogę sobie wyobrazić, ale jak zrobisz ziemniaki z wody?

Piotr Harmonista: O! zrób leniwe!
Ja: To to samo co kopytka?
Piotr Harmonista: Nie, są bez ziemniaków, z twarogiem.
Ja: Nie znam się na twarogach.

Piotr Harmonista: Właśnie na stronie "kuchnia polska" znalazłem sałatkę alzacką i risotto...
Piotr Harmonista: Może zrób fasolkę po bretońsku?


itd.

Z ostatniej chwili: międzynarodowe zawody kulinarne zostały odwołane ze względu na małą ilość chętnych. A ja ugotowałam sobie zupę chińską z torebki.

9.11.08

Ryż eksperymentalny i ryż kontrolny

Marika na swoich śpiewach miała zdecydowanie mniej szczęścia, niż ja na swoich.

Marika: Umarłam.

Ja: Na co?
Marika: Na Choleranacoposzłymojepieniądze.
Marika: Olga Sz. kazała nam kontaktować się ze swoim aniołem stróżem.
Marika: "Medytowaliśmy" przez ponad 4 godziny.

Ja: Ale przynajmniej się nauczyłaś oddychać przeponą, prawda?
Marika: Też myśleliśmy, ze się nauczymy. Na pytanie "Kiedy nauczymy się operować przeponą" powiedziała, ze wszyscy się tak bardzo przejmują tą przeponą, i że ona uważa takie nauki za niepotrzebne...
Marika: Gdybyś słyszała, jak ona nam to kazała robić... Jedna kobieta widziała obok swojej głowy świetlistą cytrynę.

Marika: Druga niemalże zemdlała na widok swojej "aureoli".

Marika: A prawie wszyscy czuli energetycznego węża w kręgosłupie.

Ja: Ja bym ujrzała świetlistego banana.
Ja: A Ty co widziałaś?
Marika: Widziałam ścianę w kolorze bladego ecru.

(...)

Marika: ...stała za nami i darła się: "Z miłością! Róbcie to z miłością! i czułością! kochajcie świat! Kochajcie świat!"
Ja: Może o to chodziło żebyście się rozluźnili i pomyśleli o głupotach zamiast się stresować przeponami...?
Marika: "Kochajcie świat, bądźcie jak te lilljie na tafli jeziora, wprowadźcie do swojego wnętrza niebiańskie światło"...
Marika: Nie po to warsztaty nazywają się "wokalne" żebyśmy się *^%*^*%^ ściskali na podłodze ze swoim aniołem stróżem.

Ja: Nauczyliście się coś śpiewać?
Marika: Nauczyliśmy się buczeć.
Marika: "A teraz unieś na rękach swoje wewnętrzne dziecko i zaśpiewaj mu Kojacą Pieśń Troskliwości" (czyt. wybucz mu wszystkie znane ci samogłoski. Byle w innej tonacji niż sąsiad.)

Marika: A, i jeszcze perełka.
Marika: "Ryż do którego mówisz miłe rzeczy fermentuje wolniej niż ryż który codziennie obrażasz"

Ja: Ej dobre, chcę to sprawdzić empirycznie.
Marika: Od poniedziałku przeprowadzamy z koleżanką eksperyment. Zamykamy ryż w dwóch słoikach na dwa tygodnie. Jeden obrażamy, drugi tiutiulimy.
Marika: I oczywiście, jak na rodzeństwo przystało, porównujemy jeden do drugiego.

Marika: Chcesz dostawać newsletter?


(...)

Marika: Nie można ciągle tylko na szczurach i szczurach robić badania.

Skąd radość ma pochodzi

Ja: Mamy w chórze taką jedną piosenkę, której spora część polega na śpiewaniu radosnym, donośnym głosem: "Freude über Freud!"
Ja: Na początku przetłumaczyłam to sobie w głowie: "cieszymy się z Freuda" i cieszyłam się z Freuda dopóki dyrygent na mnie nie spojrzał wzrokiem pytająco-dezaprobującym…
Marika: Gdybym miała bloga, to niechybnie to by się tam znalazło :P

PS. Niedawno pierwszy raz zagrałam coś z nut: kolędę chyba o trzech gałązkach. Niestety nie wiem, czy ta kolęda naprawdę jest o gałązkach, bo internetowy słownik na hasło Reiselei wyświetla mi Reiseleiter.

17.10.08

Tymczasem w Polsce...

Calendula: Dziś – o tragedio! – taśma w sklepie zjadła mi czekoladę.
Ja: Jaka taśma?
Calendula: Taka czarna przy kasie.
Calendul
a: Była moja kolej, a taśma chłap! - i pożarła mi czekoladę.
Ja: Następnym razem posyp ją pieprzem. Albo chili. To jej da nauczkę.
Calendula: No nie wiem... A jak się zmutuje?
Ja: Taśma! Czekolada! Pieprz! Z waszych połączonych mocy powstaję ja: kapitan Bzdura…

(...)

Ja: Napiszmy o tym piosenkę. Albo epopeję narodową.
Calendula: Albo oba naraz, a potem zekranizują to i Żebrowski w tym zagra…

Ja: Taśmę?

PS. Stworzyłam jeszcze jedno dzieło mojego życia.

24.9.08

Z zeszytu Mariki (uwaga: miejscami BARDZO hermetyczne)

1.
Miejsce akcji: Wrocław; czas: mniej więcej środek lipca tego roku. Tło historyczne: festiwal Era Nowe Horyzonty. Bohaterowie: Asia, Marika, Zosia, ja.

Ja: Tylko ja mam taki mały plecak?
Marika: Nie, mój jest jeszcze mniejszy. Zresztą, co to za freudowski kompleks małego plecaka?
Ja: Ale mój ma wydłużony element. Myślisz że jaki to charakter?

Zły pan wypędza nas z kościoła, który zwiedzamy. W międzyczasie do Mariki przyczepia się jakaś Babcia.
Babcia:
Przepraszam, czy wy jesteście Polkami?
Marika: No tak.
Babcia: I umiecie po polsku?
Marika: Tak.
Babcia: To powiedz coś po polsku.
(konsternacja)
Marika: Ni ponimajesz dein Polnisch, Entschuldigung.

Marika: Fiku miku, fizyk w kuchni! Tyle wyniosłam z liceum.

Namalowałam Asi słoneczko na ręku.
Ja: I co? Dlaczego nie komentujesz mojego dzieła?
Marika: Bo jest "niewidoczna"?
Asia: No to dorysuj mi chmurkę.

W Pizza Hut. Kontemplujemy ułożenie sztućców.
Asia:
A ten widelec to swatka czy konkurencja?

Asia zastanawia się czy warto iść na film Angelopoulosa.
Ja:
Marika była świadkiem jak wykreślałam Angelopoulsa z programu.
Marika: Na początku chciałaś iść na dłuższego!
Ja: Tak. Ale wymieniłam sobie na krótszego.
Marika (wyje): Jesteś za dłuu-uuuugi, i wiem co zro-ooobię, wymienię cie-eeebie na krótszy mo-oooodel...

Ja: A co powiecie na taki zestaw filmów: "W mieście Sylwii", "Cudowne Miasto", "Spotkajmy się St. Loius", "O czasie i mieście" i "Lou Reed's Berlin"?
Asia: Czyżby maraton miejski?
Marika: A może maraton erotyczny? "Pomóż Erosie", "homo.pl", "Kochanek Lady Chatterley", "Gomora"...
Zosia: ...i "Najważniejsze to kochać".
Ja: A może tak: " Pejzaż we mgle", "Własna śmierć", "Pora umierać", "Miasto Boga"...
Zosia: ...i "Nie dotykać siekiery"!

Rozmawiamy o konkursie na amatorski film krótkometrażowy.
Zosia: Możecie przez 30 sekund kontemplować liszaje na wrocławskich kamienicach à la Angelopoulos. Publiczność oszaleje.

Ja: Jeszcze NIGDY nie byłam w toalecie w muzeum archeologicznym!

W kinie.
Ja:
Mam zamiar zemścić się na ludzkości: zrobię sobie na głowie gigantyczny kucyk.

(podsłuchane)
Ktoś: Na początku jakaś dziewczyna robi komuś loda. Potem podcina sobie żyły. Potem na ekranie miga ogromny członek męski. I w tym momencie widz zdaje sobie sprawę, ze to będzie bardzo ambitne kino.

Czytamy ogłoszenia matrymonialne z "Frondy".
Marika: ..."wizażysta uprawiający literaturę - zostań moją muzą"...
Asia: Ciekawe jak to jest, uprawiać z kimś literaturę...

Na stoliku leży żarówka.
Marika: Co ta żarówka tu robi?
Asia: Miałam pomysł.
Marika: Nie świeci się. To musiał być kiepski pomysł.

W łazience.
Marika: Użyczysz mi umywalki?
Ja: Proszę bardzo.
Marika (uderzywszy z liścia w dystrybutor mydła: bach-bach-bach): Idę do drugiej.
Ja: Ale tu też jest umywalka.
Marika: Ale mydła nie ma! Myślisz, że po co robiłam tak: bach-bach-bach?
Ja: Bo przybijałaś mu piątkę...?

Marika (czyta): "Kompozycje są intuicyjną próbą wyrażenia istoty filmowej figury transfokacji..."
Ja: Co to jest transfokacja?
Marika: Tu piszą, że przybliżanie.
Ja (nie słuchając): ...strzelałabym, ze zamiana w fokę. Tak jak Asia dzisiaj.

2.
Miejsce akcji: Warszawa; czas: mniej więcej środek września. Tło historyczne: festiwal Skrzyżowanie Kultur. Bohaterowie: Marika, Piotr Harmonista, Michał, ja.

Idziemy bulwarem na Marszałkowskiej. Wszyscy się gapią.
Marika: Porozmawiajmy w jakimś egzotycznym języku. Najlepiej w takim, którego nie znamy.
Ja: Może w Quenya?
Marika: Albo w klingońskim. Zaimprowizuj coś.
Ja: Okej, to będzie tłumaczenie Pana Tadeusza na Quenya: Litwo, ojczyzno moja - pika pika mrrr!

Marika: Jestem luksemburżańską burlaską.
Ja: Rozumiem cię.

(tuż przed koncertem grupy Dhoad z Radżastanu)
Marika: A ty wiesz, gdzie jest Radżastan?
Piotr: Radżastan in da house.

Marika i Piotr rozmawiają o wierzeniach Słowian, Żydów i mieszkańców Radżastanu.
Marika: Od kiedy Matka Mokosz to Matka Boska?!
Piotr (głośno myśli): Jakby to była Matka Mokosz, to by znaczyło, że Słowianie przywędrowali z Afryki... Ona ŚCIEMNIA!

Piotr: Co się dzieje?
Ja: Nic, nic. Zdjęcia Stefana*.

Piotr (tłumaczy Marice coś o Słowianach): ...z Haszema zrobili Boga-Gniewosza...
Ja: Gniewosz to taki wąż.
Marika: Może Gniewomir? To taki działacz pro-PiSowski...

Piotr: Co to znaczy consolidation?
Marika: Nie wiem... pogodzenie?
Ja: A konsola to pogoda? Ładną mamy dzisiaj konsolę...
Marika: Jest pan wyjątkowo wrażliwy na wahania konsoli...

Marika: Nie sprawdziłaś Stefana na naszej-klasie?!
Ja: Nie.
Marika: To sprawdź. WSZYSCY znają Stefana**, a ma tylko 10 znajomych na Gronie.
Ja: CICHO! Bo ktoś usłyszy...
Marika: Noo, nie mówmy o tym, Stefan ma wszędzie znajomych.
Michał: I co z tego?
Ja: Ktoś z nich może go lubić...

*Imię zmienione. Powiedzmy, że wszyscy znają Stefana.
**Naprawdę wszyscy znają Stefana.

16.9.08

Co ma gingerbread do windmilla

Uwaga, humor sytuacyjny.

Ja: (gwiżdżę sobie, przeglądając teczki w pokoju nauczycielskim)
Sam: Cicho!
Ja: Why?
Sam: Because, umm... Kutno!
Ja: Co? Jakie Kutno?!
Sam: Kutno! Kutno...? Wasn't it Kutno?
Ja: Kutno is a town in Poland...
Sam: No, no... Głodny!
Ja: Do you mean hungry?
Sam: Yes, tak! Głodny - hungry!
Ja: But what does it have to do with my whistling?
Sam: Stop whistling, because I'm hungry! (idzie sobie i po drodze gwiżdże)

27.8.08

Mr Callan Jah

1.
Jarek:
ranisz me serce, ranisz mą duszę,
i brzydkie słowa już w sobie duszę,
gdy tak uważasz, że brak widzenia,
był spowodowan z mego niechcenia!
Ja:
bardzo mię zmartwił ten brak widzenia
lecz bardziej martwi mię brak jedzenia
bo tu niczego nie mam prócz dżemu
biada mu, dżemu, dżemu nędznemu!

2.
Ja:
a jutro pracuję
rano
nie wiem jak
wstanę
(ten wiersz się nie rymuje, ponieważ jest awangardowy)
Jarek:
CHÓR:
Ach! Pracuje rano!
JAREK (na boku):
Rano? Czymże jest rano?
Ta pora, gdy na trąbach grano?

Wczoraj uświadomiłam sobie ze wstydem, jak mało wiem o Warszawie. Miałam mniej więcej pół dnia, żeby wynaleźć jakiś ciekawy plan zwiedzania Warszawy dla Serhana, kanapowego surfera z Turcji. Ale ratunku, co ja znam oprócz starówki i Muzeum Powstania Warszawskiego? Poza tym, przy takich okazjach daje mi się we znaki przypadłość, którą nazywam dysgeografią i dzięki której udało mi się kiedyś zgubić na Marszałkowskiej. Starając się nie panikować, zadzwoniłam do Piotra harmonisty. Piotr, oprócz tego, że potrafi przez cztery godziny w kółko grać na harmonii, jest też certyfikowanym przewodnikiem.* Niemal od razu zaproponował mi długą trasę wycieczkową, na której o połowie obiektów jeszcze nie słyszałam.

Uczyłam dzisiaj na dwudziestym-którymś piętrze biurowca w centrum. Jak to bywa z uczniami w firmach, panie spóźniły się godzinę, a w trakcie lekcji miały ważne spotkanie, telefon, zbiorową wyprawę do łazienki, trzęsienie ziemi, powódź i pożar i of course były nieprzygotowane. Na szczęście wzięłam ze sobą szkice do komiksu o Young Mr Callanie, który akurat ma handkerchief i walking-stick, i nawet kapelusz, więc nie było problemu.

(Ostatnio w chwilach nudy w pracy rysuję na żółtych przylepnych karteczkach komiks o Callanie i wyklejam nimi ścianę. Moje "dzieła" już robią furorę w pokoju nauczycielskim. Graeme, czyli szef i Sam**, czyli nowy nauczyciel, nie mogą się doczekać nowych odcinków i dyskretnie zaglądają, czy na ścianie nie pojawił się jakiś nowy przylepiec. Graeme wspomniał coś nawet o robieniu im zdjęć i wysyłaniu do prawdziwego Callana.***)

Mając do dyspozycji godzinę na dwudziestym-którymś piętrze, kartki, długopis i ekspres do kawy, odpłynęłam w marzenia. Okno biura zajmowało całą ścianę, widać z niego było pół Warszawy. Zawsze chciałam oglądać takie widoki (stare chińskie przysłowie mówi: uważaj, o czym marzysz, bo marzenia się spełniają). Bardzo żałowałam, że nie mam cierpliwości do rysowania pejzaży ani działającego aparatu, żeby uwiecznić fabrykę daleko na horyzoncie, owiniętą w pomarańczowo-białą mgłę jak w watę. Kawałek przed nią stoi masywny kościół z półkulistym dachem (co to za kościół, co to za fabryka? Naprawdę muszę wybrać się kiedyś na wycieczkę po Warszawie).

Dla chętnych: Trebunie-Tutki & Twinkle Brothers – Z Bogiem/Go with Jah (ostrzegam, to naprawdę jest góralskie reggae). Ciągle wydaje mi się, że w jednym miejscu śpiewają: Mr Callan Jah. Pisałam już, że lubię swoją pracę?

*Wcale nie jest. Wydawało mi się, że jest.

**– Spadaj!
Sam spadaj!
My name is Sam!

***Callan naprawdę jeszcze żyje, nie popełnił samobójstwa, nie spadł z wysokiego budynku itp.

14.7.08

Prozatorsko-malarskie podsumowanie pierwszego roku psychologii

Trochę się zebrało tych głupot przez cały rok. Endżoj.

"Nie będziemy wiedzieć, dlaczego ktoś płacze, jeśli umieścimy go w próżni…"

"jak czarną kropkę zobaczy, to płacze"

"może wziąć bodziec do buzi jeśli nie zauważy, że to czarna kropka i nie będzie uciekało"

"krem na podstawie ślimaka"

"Jeśli ktoś nie widział nigdy
kaczki, to zobaczy królika. Zastanówcie się, jakie to może mieć konsekwencje… Czy etycznym jest z kaczki robienie królika?"

"Koleżanka do koleżanki powiedziała CICHO, ponieważ t
a koleżanka spowodowała interferencję."

- Co ma wspólnego Pałac Kultury z atrakcyjną kobietą?
- Jest dobrze zbudowany…


Marika: Nie żartuje się z różowego długopisu!
Ja: Nie wolno żartować z rak
a piersi…
Błażej: Ta skuwka urywa mu macki!


- Macie pytania odnośnie odpowiedzi?

- Tak: dlaczego eksperymentujący ma bose stopy?

"Czy człowiek może jedną półkulą się cieszyć, a drugą martwić?"

Ja: No bo jak byś zrozumiała taki tekst:
"Czy człowiek może jedną półkulą się cieszyć, a drugą martwić?"
Marysia: No ja bym zrozumiała, że się jedną półkulą martwi, a drugą smuci...

"brak mechacenia, sielanka rodzinna"

- Podajcie przykład jakiegoś ptaka.
- Lelek!
- Co?! Dlaczego lelek?!
- Bo ma paszczę…


"Jeśli założę różowe spodnie, to założę do nich różową marynarkę. Tak, bo ja właśnie tak się ubieram. Moją różową marynarkę, nie, bo to presupozycja. Dzisiaj dotrzymałem słowa."


"Co to takiego jest, czego nie widać na filmie: można kogoś opluć."

"wykonuję ruch, który powstrzymuje go przed tym, żeby kontynuować plucie"


"To jest dobry przykład, bo to jest
właśnie przykład konfliktu motywacyjnego na poziomie wiewiórki…"

"To nie jest firma krzak, która za chwilę zakwitnie…"


- Dlaczego chudzi tyją?
- Żeby nie odróżnić się od grubych.

- Ale to jest podstawowy problem: mieć ciastko czy zjeść ciastko?
- Można mieć ciastko w brzuchu…


"Wielki brat kocha małego brata. U nas Ala kochała kota."

Wszystkie rysunki (z KJSu i psychologii) są tutaj.
A ja już jutro jadę się wakacjować do Wrocławia. :)

12.6.08

Masa bitumiczna

Ja: Zaraz się chyba poddam, co zrobić z masą bitumiczną po angielsku?
Ja: żeby było inaczej niż bituminous mass?
Ja: Ta masa bitumiczna to to samo co asfalt?
Marika: Nie wiem, ale brzmi jak obelga:
Marika: You dim-witted bituminous mass!
Ja: Dobra, Wikipedia mówi, że to samo...
Ja: A można powiedzieć 'glass from picture tubes'? albo 'picture tube glass'?
Ja: "Szkło kineskopowe, oprócz tego, że może posłużyć do wyprodukowania nowych kineskopów, może być także dodane do masy bitumicznej służącej do budowy dróg."
Marika: A może "kinescope lenses"?
Ja: Soczewki kineskopowe?
Ja: Jeden mój pan od niemieckiego takie nosi.
Marika: A czemu nie? Chyba o takie szkło im chodzi.
Ja: To straszne, dodają okulary dr P. do asfaltu..
Marika: Może sam je dobrowolnie oddaje, żeby innym kraju żyło się lepiej.
W końcu mamy dziury w budżecie i mnóstwo dziur na drogach.
Ja: Myślisz że w dodatku jeszcze dodają je do asfaltu w innym kraju?
Marika: No ba. Polska to potentat w eksporcie szkła na asfalt.

PS. Jak widać, mam właśnie sesję:

20.5.08

Kołysanka

Marika: Ten derwisz to Hałas?
Ja: Tak, jest bardzo fajny, byłam w jego jurcie w niedzielę, jest koczownikiem.
Marika: Niesamowite. Człowiek nie ma stałego miejsca zamieszkania, a ma własny kanał na YouTubie.
Ja: Ma, pod Poznaniem, ale jak jest ciepło, to koczuje.
Marika: Szkoda, magia prysła. Ale i tak twierdzę, ze to Zimbardo ma ładniejszy głos. Brzmi jak Woody Allen.
Ja: Też to zauważyłaś? Nie, nie ma ładniejszego głosu niż Hałas, ale rzeczywiście, Woody...
Marika: TEŻ tak myślałaś? Zupełnie nie pasuje do niego, prawda? Wygląd Zimbardo sugeruje bardziej... demoniczny ton głosu.
Ja: Tak, bo on ma taką dużą żuchwę.
Marika: Szczękę łowcy. Ma głęboko osadzone oczy. Oczy demona albo pracownika kantoru 24h.
Ja: Mówiłam Ci, że znalazłam TEN filmik?
Marika: Tak, pokazywałaś. Wiesz, że pokazywał ten sam film na Targach Książki w PKiN? I prawdopodobnie zrobił ten sam wykład?
Ja: Nie wiem, a musiałaś mi popsuć wrażenie?
Marika: Och, nie zrobiłoby ci to różnicy, gdybyś dotrwała do końca. I dostała autograf.
Ja: Autografy. PHI. Wolałabym, żeby zaśpiewał mi kołysankę. I na dyktafon ją nagrać.
Marika: A jednak! Znaczy, że chciałabyś słuchać tego głosu co noc?
Ja: No... Wolałabym Hałasa... Ale Zimbardo...
Marika: Kołysanka... hmm...
"Śpij osobo badana,
Śpij słodko do rana,
kiedy narkoza straci efekt,
a naszym badaniu wyjdzie defekt,
uśpimy cię jeszcze raz,
i znów pośpisz sobie jakiś czas."