18.6.09

Strajk

Trwa Bildungsstreik. Niemieccy studenci nie chcą płacić czesnego, nie podoba im się też podział na studia dwustopniowe. Demonstranci są bardzo kolorowi i sympatyczni, nastawiają głośne reggae, okupują trzy sale wykładowe i puszczają z okien bańki.

Jak to, chcecie płacić czesne? Chcecie wyrzucać pieniądze na bzdurne pomysły państwa? - dziwi się Anna. Nie, mówię, chcemy takie fajne akademiki i stołówki jak u was, i native speakerów od wszystkich możliwych języków. I dobrze by było gdyby najlepsi profesorowie jednak nie uciekali z Polski (albo na prywatne uczelnie) kiedy tylko nauczą się angielskiego.

Jasne, że nie chcę płacić czesnego. Ale chcę wrócić do domu i żeby w domu było tak jak tu, żebym uczyła się rzeczy potrzebnych i nowych, a nie przestarzałych pierdół, a po drodze z centrum komputerowego na szwedzki ze Szwedem mogła wstąpić na smaczny wegetariański obiad do stołówki, za który zapłaciłabym elektroniczną legitymacją.

I do cholery, mam dosyć ciągłego tłumaczenia się, dlaczego nie idę/nie byłam/nie pójdę na demonstrację. Prawie wszyscy znajomi demonstrowali. Z owcą wymalowaną na plakatach i hasłem, żeby nie iść za stadem.

15.6.09

Gwóźdź

A jednak nie wytrzymałam blogowej abstynencji. Wszystko przez Calendulę i forum Gazety.pl.

Ja: właśnie czytam jaka jest najseksowniejsza część ciała mężczyzny
Calendula: pokaż!
Ja: "z myślącym mózgiem to już ideał. Tak, tak - mózg obowiązkowo musi być. I jeszcze jakby miał wszystkie zęby (zadbane) to już coś"
Ja: wyobrażasz sobie ten mózg z zębami?
Ja: albo: "duże owłosione uszy"
Ja: "Pęcherzyk żółciowy- musi być odpowiedniego kształtu i wielkości. Jak jest nieładny, to facet odpada w przedbiegach. "
Calendula: dobre kryterium
Ja: "mózg! Dorodne, obficie pofałdowane półkule "
Calendula: iii tam. To może być zwodnicze
Calendula: lepiej pęcherzyk albo nerki
Calendula: jak ma zdrowe nerki to można przynajmniej sprzedać i zarobić
Ja: a jutro spotkam się z Y.
(Tu opowiadam, jakie liczne przymioty ma Y. i co czyni go tak niezwykle atrakcyjnym.)
Calendula: a co z pęcherzykiem żółciowym?
Ja: na pewno ma duży owłosiony pęcherzyk żółciowy w uchu
Calendula: i pofałdowany.

(...)

Ja: a wiesz ze jak wpisałam w google "mózg z zębami"
Ja: to mi wyszło jako pierwsze zdanie:
Ja: "gwoździem w mózg. myjmy zęby"

5.6.09

Pies

Nie ma sensu prowadzić bloga, na którym nie mam nic do przekazania oprócz cukierkowych, płaskich opowiastek z życia. Starczy tej wazeliny. Nie jest dobrze i mam dość udawania, że jest. Może lepiej byłoby pisać gdzieś anonimowo, w miejscu niedostępnym dla pewnych osób?


Swoją drogą, polecam książki Johnstone'ów. Rysunki wydają się niesamowicie trafne.

30.5.09

Bio

Bio żywi się tylko tym, co ma znaczek bio. Bio-jabłka, bio-jogurty, czekolady fair trade... Jest w Jenie sklep Bio o kosmicznych cenach (sok grejpfrutowy i kawałek sera – 8 euro). Stamtąd pochodzi większość zawartości jego lodówki. Bio był w Indiach, Tybecie albo przynajmniej na wolontariacie w Afryce. Ma dredy, rower holenderski i niesamowicie alternatywne ubrania, pija yerba mate i w wieku trzydziestu lat jest singlem.

Bucha we mnie rządza przynależności do stada bio-ludzi, ale chyba się nie nadaję: już pierwszego dnia jeżdżenia rowerem holenderskim w kozackich spodniach udało mi się zjednoczyć z matką ziemią. (Nabawiłam się stygmatów na dłoniach i jednego dużego stygmatu na kolanie. Było nawet nieźle, bo w ramach odszkodowania dostałam od miłej pani truskawkę.)

Tak, podoba mi się ten styl, chociaż jest lanserski i sztuczny jak wszystko inne. Z braku widocznej prawdy wolę się uczepić jakiegoś ładnego kłamstwa.

PS. Dzieci śmierdzą.

21.5.09

Głos spod mchu

Zaklinam się, że jeśli jeszcze raz usłyszę Poker face z imprezy za oknem, to jutro o siódmej rano wysopranię cały repertuar chóru na korytarzu. Zrobię to zresztą chętnie, żeby uwolnić się od natrętnych ohrwurmów, które po weekendzie w Siegmundsburgu same śpiewają mi się w głowie.



Śpiewamy teraz głównie Brahmsa. Brahms jest paskudny, nieprzewidywalny i co pół taktu zmienia tonację, a nie nie znoszę go tylko dzięki temu fragmentowi Waldes Nacht:

Träumerisch die müden Glieder
berg’ ich weich ins Moos,
und mir ist als würd’ ich wieder
all der irren Qualen los,
all der irren Qualen los…

Chciałabym wskoczyć do środka tego utworu i miękko opaść w mech, najlepiej w wielki triasowy mech płonnik. I żeby nie było komarów. W czasach romantyzmu na pewno nie było komarów.

14.5.09

Jestem oazą spokoju

Ukradłam swój własny rower. To znaczy stałam i patrzyłam czy nikt nie idzie, a kolega siłował się z zardzewiałą blokadą. Blokada zardzewiała, ponieważ - jak to było z tymi szansami jednymi na milion? - jakieś wredne ptaszysko narobiło do dziurki od klucza.

Moje użeranie się z rowerami to osobny temat. Na skutek problemów finansowych (spowodowanych przez arszlocha, który chciał mi sprzedać inny rower niż na zdjęciach) przez tydzień żywiłam się zupkami chińskimi i podpijałam Cornelowi colę.

A oto mniej więcej czym będę się zajmowała przez weekend:
Prawda, że fajny rytm? Za dwie godziny jedziemy na Probenwochenende w góry i już miga mi czerwony guzik. Ale keine Panik, jestem zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora.

5.5.09

Lingwistyka zastosowana

Pochwalę się, a co! Miałam wspaniały tydzień i jeszcze lepszą majówkę. Pewien bardzo miły doktorant historii zabrał mnie do opuszczonej rosyjskiej bazy wojskowej w lesie, w górach, a przez pół następnego dnia zdmuchiwałyśmy z Anną dmuchawce na łące. Kiedy o pierwszej w nocy znalazłyśmy się na dworcu w jakimś Fischleben, ja grając na drumli przeżywałam niezwykle intensywne deja vu... Ale miło przytulać się do kogoś, nawet jeśli jedynym powodem jest zimno. :)

Poza tym tydzień obfitował w cytaty, które niezmiernie wzruszyły me serce, m.in.:

Zagadka
Prof. N.: Państwo nie wiedzą, czy jestem nieśmiały, czy śmiały, państwo mogą się tylko domyślać…

Połączmy nasze moce
Chisato, Irina i ja siedzimy razem na Varieties of English around the world. Prof. mówi, że jeśli komuś się nie podoba, że są do wyboru tylko prezentacje o amerykańskim i brytyjskim angielskim, to może zrobić o jakimś innym.
Irina: Zróbmy prezentację o japońskim, polskim i ukraińskim angielskim w Niemczech.

Szafa gra
Na szwedzkim, po szwedzku.
H., czyli nauczyciel, do F.: Umiesz grać w piłkę?
F: Mam buty.
H: A gdzie masz te buty?
F: W szafie.

Fischleben
(Kto mi przetłumaczy ten dialog na polski, dostanie pietruszkę z kokardką.)
Prof. R. zauważył, że w sali znajduje się woda do moczenia gąbki.
Prof. R.: Ooo, es gibt Wasser hier!
Ktoś: Trinkbares?
Prof. R.: Fischbares.