16.11.08

Wiatraki, komputery, dzwonki

Wydobyliśmy z teczek z nutami Freude über Freud. Zapadła cisza, Szef Wiatrak* już miał zacząć dyrygować. Nagle z końca sali dobiegł teatralny szept: Sigmuuund!

Rozśpiewki, kolędy, piętnaście minut przerwy. Rozśpiewki, kolędy, piętnaście minut przerwy. Posiłek. Rozśpiewki... I tak od rana do nocy.

W przerwach starałam się obserwować proces grupowy. W chórze widać go idealnie: jest pewna hierarchia, grupowe zadania, a ponieważ chór istnieje już od dawna, zdążyły się utworzyć wspólne rytuały. Przez chwilę mam wrażenie, że wychodzę z siebie, staję obok i zaczynam mieć mgliste pojęcie na temat prawdy o człowieku. Ale Helena – ciemny alt o ciekawej barwie – wstrzymuje mój podekscytowany myślotok mówiąc: system nie może zrozumieć sam siebie. Komputer też nie wie, kim jest. (A gdyby się dowiedział? Jeśli mój laptop na stałe odmówi współpracy, będę się starała wierzyć, że właśnie doznał przebudzenia.)

Po pracowitej sobocie trzeba było wreszcie odpocząć od śpiewania. Barbara – alt, który powinien być sopranem – przywiozła gitarę, więc połowa chórzystów odpoczywała śpiewając ogniskowe szlagiery przy gitarze do trzeciej nad ranem. Druga połowa zagłuszała ich piosenką po szwedzku. Jedną. Przez całą noc w kółko.

Skacowany chór o poranku w niedzielę brzmi mniej więcej tak.

Chyba coś ze mną nie w porządku, bo nie mogę się doczekać jutrzejszej próby**.

*Na Probenwochenende przyjechało nas około osiemdziesięcioro, więc ktoś wpadł na pomysł, żebyśmy przyczepili sobie identyfikatory. Dyrygent dostał bonusowy identyfikator z napisem: Chef Ventilator.

**I nie poszłam. Zapomniałam nut.
Jak to powiedział pewien Francuz w Niemczech - Schmerde!

3 komentarze:

Mjaszczur pisze...

A śpiewaliście "Bitte nicht sterben, Herr Regenwurm"? ;)

aKasiu pisze...

Nie, pani dżdżownico ;) Za to ta szwedzka piosenka była podobna do "Parabole tańczą".

Mjaszczur pisze...

Kto wie, może to było właśnie to ;)

Parablerna dansar, dansar, dansar dansar.
Dansar dansar, dansar parablerna.